środa, 30 maja 2012

Przepraszam!

Wiem, pewnie spodziewaliście się nowego rozdziału. No, ale rozdziału nie będzie i szczerze mówiąc nie wiem kiedy się pojawi. Miałam tyle pomysłów co do tego bloga, seryjnie! myślałam, że te opowiadanie napisze do końca. A nie tak jak kiedyś zakładałam tyle dużo blogów i po 3 albo tam 5 rozdziałach je usuwałam.

 Nie wiem czy dokończę te opowiadanie nie wiem czy jeszcze wgl będę je pisała!
Mam tyle problemów, że ja już tego wszystkiego nie ogarniam.
Moje kontakty z matką się pogorszyły, o szkole to już nie wspomnę. Nawet musiałam gadać z szkolnym psychologiem!
+ Planuję przeprowadzkę, ale to dopiero w wakacje. Bo wiecie chcę zamieszkać z ojcem, który aktualnie mieszka w Polsce ( gdyby ktoś nie widział to mieszkam w UK :) )
No i właśnie muszę się zastanowić czy chcę wracać do Polski i wgl.
+ Nie mam weny! znaczy mam wene na nowe opowiadanie, ale niestety nie na te xD
Zastanawiałam się czy może moge zacząć pisać książkę, tak wiecie na razie w jakimś zeszycie i wgl..
Jak myślicie nadaje się? wgl co sądzicie o moim piśmie? bo ja już zaczynam myśleć, że wszystko co piszę jest do dupy ;/

Więc tak! niestety ale zawieszam bloga..
Nie wiem na ile.
Może na miesiąc, może na dwa a może nawet na więcej..
Nie mam pojęcie, przepraszam ;(
Ahh nie chcę sie z wami żegnać, bo tak kocham wasze komentarze i wgl was kocham wiecie o tym?
Komentujcie i napiszcie mi czy mogłabym zacząć pisać książkę i czy wgl nadaje się i co myślicie o moim piśmie, ale tak szczerze.

P.S. Do zobaczenia wkrótce, będę tęsknić za wami! szczególnie za komentarzami Anggie ( haha )
Nie wiem czy do wakacji czy tam w wakacie powrócę i coś napisze, więc teraz wam to powiem
" ŻYCZĘ WAM MIŁYCH I SZALONYCH WAKACJI !! ) pa <3 kocham was!

                                                                          Bye <3




Do zobaczenia! 




poniedziałek, 7 maja 2012

Rozdział 3

  3.) We live, as we dream - alone.


Louisa obudziły czyjeś krzyki dochodzące z dołu. Z grymasem na twarzy lekko otworzył  powieki, jednym okiem zerkając na swój budzik. Była dopiero ósma rano. 
Brunet rękoma przetarł swoje zaspane paczadełka, podnosząc się do pozycji siedzącej.  Zlustrował swój pokój, który był w odcieniach brązu. Wszystkie rzeczy, które znajdowały się w pomieszczeniu były do siebie idealnie dobrane i to nie tylko kolorem. Tak, można było powiedzieć, że Louis jak na chłopaka miał świetny gust...Chłopak szybko wygramolił się spod ciężkiej kołdry i w samych bokserkach ruszył w stronę wielkiej szafy. Gdy rozsunął jej szklane drzwi od razu sięgną po swoje białe rurki, biały podkoszulek i granatową bluzę. Szybko się przebrał i podążył w stronę łazienki, którą miał w swoim pokoju. Wziął krótki orzeźwiając prysznic, po czym od razu podszedł do wielkiego lustra  i zaczął układać swoje włosy. Zajęło mu to dokładnie trzydzieści pięć minut. Tak tak, Louis zawsze musiał mieć idealnie ułożoną czuprynkę. Jednak na szczęście nie miał takiej obsesji jak Zayn.Brunet lekko uśmiechną się do swojego odbicia i odłożył grzebyk oraz żel do włosów na swoje miejsce... 
Lou schodził po schodach na dół, słysząc dosyć głośne wrzaski  Harrego.
- Danielle, mówię ci nie ruszaj tego ! - wrzasnął Harry, gdy tylko brunetka próbowała dodać do jajecznicy odrobinę soli.
- Harry, przecież to w ogóle nie ma smaku ! dodaj więcej przypraw. 
- Westchnęła, znowu sięgając po sól, jednak loczek ją wyprzedził zabierając jej ową rzecz.
- Harry... - westchnęła ponownie, zakładając jedną rękę na drugą. 
- Chcę ci tylko pomóc. - Obroniła się, przewracając oczami, loczek na te słowa lekko zmarszczył brwi.
 - Ale ja nie potrzebuję żadnej pomocy. Dan, poważnie jeśli gnie cie tak do kuchni to idź zrób kanapki. A nie czepiasz się mojej jajecznicy. - Powiedział lokaty odstawiając sól do szafki. Brunetka tylko prychnęła pod nosem, lecz nie chcąc już się kłócić z Harrym poszła zrobić te kanapki.
Danielle wyciągnęła chleb z szafki oraz masło, pomidor i ser żółty. Postawiła te wszystkie rzeczy na blat i dopiero teraz za uwarzyła, że ktoś siedzi na krześle opierając się o marmurowy blat. Dziewczyna podniosła wzrok a jej oczom ukazała się twarz Louisa. Uśmiechnęła się do niego i zaczęła kroić pomidora, który był już trochę nieświeży. Louis tylko sie zaśmiał, przypominając sobie jej sprzeczkę z Harrym.
- Z czego się śmiejesz ? - zapytała, podnosząc jedną brew do góry.
- Z  niczego... po prostu uważaj na Harrego, potrafi być bardzo agresywny gdy w grę wchodzi gotowanie. - Ostrzegł ją Lou, na co brunetka wybuchnęła cichym śmiechem.
- Słyszałem to Tomlinson ! - wrzasną Harry, odwracając się do niech przodem. Lou posłał mu tylko buziaka w powietrzu, po czym wstał i podszedł do czajnika by zaparzyć sobie kawy.
Po dziesięciu minutach Harry wreszcie skończył męczyć się z tą jajecznicą. Zwykle robił ją szybko, lecz dziś specjalnie się postarał. Jednak tylko dlatego by pokazać Danielle kto tu umie lepiej gotować.
- Śniadanie ! - krzyknął Harry, wykładając jajecznicę na sześć talerzy. Lou robił za kelnera jak to można było by powiedzieć, ponieważ zanosił wszystkim jedzenie.
 Jako pierwszy do jadalni wleciał Niall nerwowo zagrywając wargę i patrząc na jajecznicę. Blondasek szybko zasiadł do stołu i zaczął jeść, na co Harry zareagował śmiechem. Później przyszedł Liam, który usiadł koło sowiej dziewczyny i Zayn, który rozsiadł się koło Lou i Harrego. Już po chwili wszyscy spożywali śniadanie sporządzone przez Harrego i  Danielle, która robiła kanapki. Każdy zachwycał się jajecznicą Harrego, na co sam loczek dumnie wypierał pierś do przodu, posyłając Dani złośliwe spojrzenie.
- Więc... co dzisiaj robimy ? - zapytał Zayn, biorąc  do ręki kanapkę.
- Raczej nic. - Odparł Harry, który lustrował pogodę za oknem. Znowu było szaro i zimno.
- Oj no weźcie, pojedźmy gdzieś. - Zaczął marudzić pakistanczyk, na co loczek tylko przewrócił oczami.
- Zayn, zobacz jaka jest pogoda - wtrącił Niall z pełną buzią jedzenia. Tym razem to Zayn przewrócił oczami.
- No i co z tego ? na razie nie pada...
- No właśnie, na razie. - Zaśmiał się Liam patrząc na swoją dziewczynę, która w tej chwili dosypywała soli do swojej jajecznicy. Harry zauważając to pokręcił głowę z niedowierzaniem, na co Dan zaśmiała się i wytknęła mu język.
-  Pójdźmy gdzieś, no proszę, proszę, proszę... - Jęczał Zayn, lecz Harry był nie ugięty. Czarno włosy cicho westchną patrząc błagalnym wzrokiem na Louisa. Ten tylko się zaśmiał biorąc malutkiego łyczka swojej kawy.
- W sumie to... - zaczął Lou, patrząc na Zayna - możemy gdzieś się wybrać, chyba nie będziemy całego dnia marnować przed telewizorem. - Dokończył patrząc na całą resztę. 
- Louis ale.. - zaczął Harry znudzonym głosem.
- Nie ma ale, dziś jedziemy na basen i koniec kropka. - Wyszczerzył się, loczek tylko westchną za to Zayn i Niall uśmiechali się od ucha do ucha.
- My nie jedziemy. - Powiedział Liam, Danielle spojrzała na niego z zaskoczeniem.
- A to niby dlaczego ? - spytała brunetka.
- No bo jutro już wyjeżdżasz, więc ten ostatni dzień chcę spędzić z tobą sam na sam. - Danielle lekko się uśmiechnęła i dała mu soczystego buziaka w policzek. Jednak jej chłopak nadal patrzył smutnymi oczami w sówj talerz.
- Ej, no nie smuć się, przecież za cztery dni się znów zobaczymy. - Zaśmiała się i ponownie go pocałowała w polika. 
            
                                                               *****
Trzy godziny później...
Chłopcy siedzieli w samochodzie, wracając do ich domu. Byli zbyt zmęczeni, by kłócic się o to kto prowadzi, więc stanęło na Louisie. Basen ich totalnie wykończył a najbardziej to chyba Zayna. Który biedny musiał uciekać od Harolda, który ganiał go po całym basenie. Za to Lou siedział w jacuzzi relaksując się, jednak Niall co chwila mu przeszkadzał chlapiąc go wodą. Tak, to był udany dzień po mimo takiej brzydkiej pogody...
- Louis zatrzymaj się, proszę... - jęczał Niall już od jakiś pięciu minut.
- Po co ? - zapytał Lou znudzonym głosem.
- No bo tu za rogiem jest ten sklep... - zaczął na co Harry wybuchną śmiechem, blondasek tylko prychną pod nosem mówiąc dalej..
- No i w tym sklepie mają najlepsze żelki. - Dokończył, wyraźnie podkreślając słowo " żelki. "
Wiedząc, że Harry ma słabość do tych małych kolorowych misiów. Lou zerknął na Nialla, który robił maślane oczka. Brunet tylko westchnął,  zatrzymując pojazd koło niewielkiego
sklepu. Horan od razu wysiadł z samochodu i udał się w stronę sklepu.


Minęło dziesięć minut a blondyna nadal nie było...
minęło piętnaście minut... dwadzieścia...dwadzieścia pięć. Jednak go nadal nie było.
Louis zaczął się niecierpliwić, więc dla zbycia czasu zaczął palcami wystukiwać jakiś rytm o kierownicę samochodu.
-  No gdzie on jest ? - odezwał się Zayn, wzdychając ciężko.
- Pewnie uciekł.. i to z moimi żelkami ! - powiedział oburzonym głosem Harry. Lou tylko przewrócił oczami a Zayn cicho zaśmiał się pod nosem. Poczekali jeszcze sześć minut, lecz blondaska nigdzie nie było. Harry i Zayn zaczęli się trochę denerwować, więc wymownie spojrzeli na Louisa. Ten próbował zignorować ich spojrzenia, lecz czuł, że prawie przeszywali go tymi swoimi paczedałkami. Zrezygnowany westchną, mówiąc : 
- No już dobra, pójdę po niego. - Otworzył drzwi od samochodu i wysiadł. Czując jak zimne kropelki deszczu moczą jego ubranie.
Otworzył szklane drzwi od spożywczaka i udał się na poszukiwanie Nialla.
Szukał go między pułkami, lecz jak do tej pory nie znalazł go. Poszedł do stoiska z warzywami, ledwo się powstrzymując by nie zerknąć na te soczyste marchewki.
Niestety Nialla nie było... poszedł, więc jeszcze raz sprawdzić czy irlandczyk przypadkiem nie  jest koło stoiska ze słodyczami. Udał się do przedziału słodkości, wypatrując Nialla. Po chwili zobaczył jasną blond czuprynkę. Lou westchną z ulgą i podszedł do niego.
- Niall, tu jesteś wszędzie cię szuk... - zaczął Lou, lecz Niall od razu mu przerwał.
- Louis ciii... - uciszył go nadal wpatrując się w te wszystkie łakocie.
- Co ty robisz ? - zapytał podejrzliwie Louis.
- Myślę. - Odparł krótko blondasek, nie spuszczając wzroku ze swoich zdobyczy.
- Ale nad czym ? Niall chodź wracamy... -  Westchnął brunet lekko łapiąc 
 go za ramie. 
- No niee Lou daj się skupić... - Marudził Niall, Lou nie miał cholernego pojęcia o co mu chodzi i dlaczego nie spuszcza wzroku z tych żelek.
- Ale Niall co ty w ogolę robisz ? - zapytał.
- Jak to co ? - oburzył się irlandczyk. - myśl, no bo widzisz tu... - blondasek wskazał na paczkę czerwonych żelek. - a widzisz tutaj... - wskazał na paczkę niebieskich żelków. Lou tylko kiwał twierdząco głową, nadal nie mając zielonego pojęcia do czego Niall zmierza.
- No i ...- kontynuował Horan - widzisz nie wiem które wziąć, niebieskie czy czerwone. Więc Lou taj mi się skupić i zastanowić. - Dokończył, po chwili Lou wybuchną niekontrolowanym śmiechem. Jego przyjaciel tylko zmarszczył brwi patrząc się na niego.
- Niall no już większych problemów to nie można mieć ? weź te dwie paczki i spadamy. - Niall posłusznie zrobił to co kazał mu Lou udając się w stronę kasy.
                                                     
                                                        ***** 
                                                   Listen to - Lifehouse                                                        


Layla, siedząc samotnie w parku próbowała rysowac dąb stojący, nieopodal. Mimo, że starała się skupic jak najbardziej nie potrafiła, co chwila wyrywała kolejne kartki i rzucała do kosza stojącego przy ławce. Swoje roztargnienie zawdzięczała widokom kolejnych par, które przechadzały się po parku, trzymając się za ręce bądź całując. Zmarszczyła brwi i ponownie spróbowała narysować ten nieszczęsny dąb, lecz kiedy po raz kolejny jej to nie wyszło. Z hukiem zamknęła swój zeszyt i uniosła spojrzenie. Wtedy jej wzrok padł na parę staruszków siedzących na ławce, przy fontannie na przeciwko niej. Mężczyzna czule trzymał swoją żonę za dłoń, tym samym splatając ich palce, razem. Kobieta uśmiechnęła się z miłością i czule pocałowała męża w policzek. 
Layla ciężko westchnęła z trudem odrywając wzrok od zakochanej pary. Dziewczyna przekonana była, że nigdy nie spotka swojej drugiej połówki i to napełniało ją, pewnego rodzaju, smutkiem... Westchnęła ciężko, wkładając zeszyt z powrotem do swojej torby.
Przyszła tutaj tylko dlatego, że miała taką cichą nadzieje, że zapomni o swoich problemach i odpręży się. Że przyjdzie tutaj, usiądzie na ławce, naszkicuje jakiś piękny krajobraz parku i zapomni o problemach. Jednak myliła się, przyjście tutaj ją tylko bardziej zdołowało. Rysowanie nie sprawiało jej już takiej przyjemności jak kiedyś. Kiedyś kochała sztukę, kochała przychodzić do tego parku i szkicować różne rzeczy. A dziś ? nic jej nie wychodziło, miała strasznego doła i nie miała na nic ochoty. Schowała twarz w dłonie, oddychając głęboko i powoli by zaraz nie wybuchnąć płaczem. Podniosła głowę i kolejny raz przyjrzała się staruszkom. Nadal patrzyli na siebie z taką miłością i czułością... 
Layla ponownie westchnęła już nie wytrzymując.  Po prostu wybuchnęła cichym płaczem. Wiedziała, że musi być silna, twarda... szybko wytarła swoje mokre policzki, myśląc " dasz rade Layla, jesteś silna. Wszystko się ułoży."  Wzięła głęboki wdech i przyglądnęła się niebu, które było pokryte ciemnymi chmurami. Wiatr wzrastał, przy tym sprawiając, że jej długie rozpuszczone loki były w wielkim nieładzie. Chłodne powietrze przyprawiało ją o gęsią skórkę, wzdrygnęła się, szybko wstając z ławki. Przerzuciła swoją torbę przez ramie i ruszyła w stronę domu, do którego miała spory kawałek.     


Layla szła wąską uliczką. Była cała mokra co sprawiało, że jej drobne ciało całe drżało od zimna. Jej głowa była spuszczona a jej delikatne, zimne ręce schowane do kieszeni od bluzy.
Westchnęła cichutko skręcając w prawą stronę. " Jeszcze tylko dwadzieścia minut drogi... zaraz przestanie padać, zobaczysz. " - cały czas to sobie powtarzała, jakby to miało w czymś jej pomóc. Lecz nie przestawało padać a droga do jej domu jeszcze się jej dłużyła, jakby na złość.
- Ach mogłam przecież wziąć parasol.. - wymamrotała Layla wzdychając ciężko. Nie miała pojęcia dlaczego ale z  każdą minutą przyśpieszała swoje kroki, czując jak ktoś ją obserwuje. Chciała oglądnąć się za siebie, lecz nie umiała za bardzo się bała. " A co jeśli to Jeremy, co jeśli on wrócił ? " - zastanawiała się, popadając w lekką panikę. " A może to jacyś koledzy Jera ? może go szukają, albo Jer ich przysłał, po mnie ? " - zaczęła nad tym głęboko myśleć, lecz nie zatrzymywała się tylko szła jeszcze szybciej. Niby po co miałaby bać się, że to Jer ? przecież mieszka z nim, przecież sam napisał
 " że wróci . " Właśnie tego się obawiała, jego powrotu. Bała się, że on znowu wróci i że znowu będzie zmuszał ją do tych okropnych rzeczy. Kiedy napisał jej, że wyjeżdża cieszyła się i miała taką cichą nadzieje, że nie wróci. Myślała też, że po jego wyjeździe odczuje ulgę lub bezpieczeństwo, lecz tak nie było. Nie czuła się bezpiecznie, czuła się bezradnie...
Liczyła na to, że Jeremy ułoży tam swoje życie, bez niej, że wreszcie da jej spokój i nie będzie jej nękał. Jednak chyba się myliła... chyba nigdy nie uwolni się od niego. 
Layla wzięła głęboki wdech, oddychając bardzo szybko. Jej szczęka cała drżała, lecz tym razem nie od zimna, tylko od strachu. Tak się bała, że Jeremy może wrócić w każdej chwili, nawet w takiej chwili jak ta. Blondynka otuliła się ramionami, zwalniając krok. Pomyślała, że już popada w jakieś histerie, musi się otrząsnąć i po prostu sama uwolnić się od Jeremego. Tylko jak to zrobi ? przecież jeśli wyjedzie on po jakimś ją odnajdzie...
To wszystko nie ma sensu - pomyślała delikatnie przymrużając powieki.
Jej szybki krok, nie był już szybkim. Szła powoli, nie przejmując się, że właśnie ludzi na nią patrzą jak na wariatkę. Ale dlaczego wariatkę ? może dlatego, że wszyscy prawie biegli do domu by nie zmoknąć a Layla szła sobie powoli. Nie przejmowała się deszczem, rozmazanym tuszem od rzęs na jej policzkach ani swoimi mokrymi włosami, które moczyły jej zieloną bluzę. Poprawka, bluza była i tak calutka mokra przez deszcz, tak samo jak resztę jej ubrać. Nie wiedziała dlaczego, ale teraz, w tej chwili spostrzegała Londyn w zwolnionym tępię, jak można byłoby to ująć. Widziała ludzi biegnących w stronę domu, widziała duży korek samochodów, który toczył się aż do końca ulicy, widziała dzieci skaczących po kałużach. Na ten widok lekko się uśmiechnęła, od zawsze kochała dzieci. 
Dziewczyna wzięła głęboki wdech i naciągając kaptur na głowę, przyśpieszyła swój ruch. Tak szczerze mówiąc to nie chciała iść do domu, do domu Jeremego. To było niby ich wspólne mieszkanie, lecz Jeremy traktował to jako jego własny lokal i przy okazji więzienie dla Layli. 
Tak, te mieszkanie dla niej było jak te cholerne więzienie, z którego nie można się wydostać.
Gdyby miała gdzie pójść, już dawno by jej tu nie było...
- Przepraszam... - z rozmyśleń wyrwał ją głos jakiejś kobiety, która niechcący ja popchnęła. Layla nic jej nie odpowiedziała tylko posłała kobiecie lekki uśmiech. 
Gdy już miała skręcać w  lewą stronę, usłyszała lekko zachrypnięty głos:
- Layla...- wyszeptał nieznajomy a blondynka cała zesztywniała. Dobrze znała ten głos...
    
                                                                   *****


Rozdział miał pojawić się wcześnie a wiecie, wyszło jak wyszło. Przepraszam! 
Ten rozdział jest okropny, nie podoba mi się! i  nie jestem zadowolona :(  roz mógł wyjść lepiej... ale wgl cud, że coś napisałam! bo wiedzie cierpię na BRAK WENY :( niestety! 
A propo rozdziałów, to spokojnie w roz 4 będzie już te spotkanie Lou z Laylą hehe.
Wgl jak myślicie kto jest tym nieznajomym? :D 
Chciałam też przeprosić, że zaniedbuję wasze cudowne blogi, poprawię się! w ten tydzień nadrobię wszystko! 
I WIELKIE podziękowania dla rey :) no i polecam jej boskiego  bloga ( dajcie jej jakiegoś koma, bo te opowiadanie jest cholernie dobre! )
+ Dodałam nową ankietę! jak czytacie tego bloga to proszę zaznaczcie " Tak" - to dla mnie ważne, bo chcę sprawdzić ilu was jest i kto czyta moje te "wypociny" ,że tak powiem.
No cóż do następnego i komentujcie kochani, bo to dla mnie bardzo, bardzo ważne. 
++ To mój twitter - Bronkaxx  tam możecie zadawać mi pytania na temat bloga i nie tylko